Douk-Douk

Pisałem ostatnio o Higonokami. Absolutnie prosta konstrukcja jest dla mnie wręcz esencją narzędzia, jakim jest nóż. Po prostu… więcej nie potrzeba. Ponad 120 lat produkcji w prawie nie zmienionej formie mówi samo za siebie. Okazuje się jednak, że nie tylko Higonokami oparło się próbie czasu. Za kolejny przykład niech posłuży tu trochę „młodszy” francuski nóż Douk-Douk – produkowany nieprzerwanie od 1929 przez firmę M.C. Cognet (wcześniej Cognet, Antoine & Gaspard, istnieje od 1835).

Nóż Douk-douk
Pochodzenie Francja
Produkowany od… 1929 (ponad 90 lat)
Ilość części 6 (ostrze, rękojeść, sprężyna, nit ostrza, tylny kabłąk i jego nity)

Pomysł wydawał się świetny: prosty i tani nóż przeznaczony na eksport do francuskich kolonii w Oceanii. Niestety trochę „zawalił” ux – a dokładniej umieszczony na rękojeści wizerunek bożka – ducha (podobno przypadkiem znaleziony w ówczesnej encyklopedii). Okazało się, że noszenie przy sobie „amuletu” z wizerunkiem bożka zniszczenia, zagłady i w ogóle nieszczęścia – nie bardzo przypadło do gustu krajowcom. Na szczęście dla Gaspard Cognet’a, nie wszyscy podzielali te odczucia i narzędzie świetnie sprzedawało się np. w koloniach afrykańskich. Podobno gdzieniegdzie słowo douk-douk stało się wręcz synonimem noża (coś jak „adidas” obuwia sportowego).

Wkrótce oprócz modelu z Sorcier (douk-douk), powstały modele z El Baraka (muzułmański symbol błogosławieństwa, esencji życia),  Tiki (według kultury polinezyjskiej przedstawiający pierwszego człowieka) czy wreszcie przeznaczony na rynek francuski l’Écureuil (Squirrel) – przedstawiający po prostu wiewiórkę:) Model z wiewiórką (jako jedyny) ma ostrze typu spear-point, (pozostałe tzw. turecki clip-point).

Fatum bożka niezgody trochę jednak wisiało nad tym nożem… Był ogólnodostępny, tani, płaski, łatwo go przerobić na stałe ostrze (po prostu sklepując rękojeść). Wieść niesie, że nie zawsze wykorzystywano go do krojenia bułeczek i obierania jabłuszek. Swego czasu doczekał się nawet bana w Algierii, całe zapasy skonfiskowano.

Budowa

Podobnie jak higonokami, nóż jest bardzo prosty w budowie – chociaż pojawia się tu już sprężyna umieszczona w rękojeści. Sprężyna stanowi opór dla ostrza, które rozkłada się na dwa razy – z pośrednią pozycją pod kątem prostym w stosunku do rękojeści. Dzięki temu nie ma niebezpieczeństwa, że (zbyt łatwo) przytniecie sobie palce.

Sprężyna jest twarda a na ostrzu nie ma żadnego kołka – douk-douka nie da się otworzyć jedną ręką. Za to tępy grzbiet ostrza wystaje z rękojeści na tyle, że rozłożenie go nie nastręcza żadnych problemów (w odróżnieniu do higonokami). Wymaga to pewnej siły, ale za to po rozłożeniu pewnie się blokuje (właściwie opiera).

Ostrze Douk-Douk produkowane jest z wysokowęglowej stali węglowej XC75, bądź stali nierdzewnej Z70 CD15. Rękojeść jest metalowa, w moim modelu oksydowana.

Całość wieńczy uszko, które spięto nitem – trochę się rusza, ale mało zachęcająco:) Drugi nit użyto do montażu ostrza.

Podobno do złożenia douk-douk w fabryce wystarczy 38 kroków.

Co można kupić?

Najczęściej spotkacie wersję Grand z ostrzem 90mm, rzadziej Petit – z ostrzem 75mm. W zasadzie jedynie w odmianie Sorcier, z ostrzem ze stali wysokowęglowej. Koszt takiego noża to około 150 PLN (Luty 2022).

Oferta firmy jest znacznie szersza, ale wydaje się że nasz kraj nie jest jej targetem.

Jak to się używa?

Ostrze fabrycznie jest bardzo ostre, więc do pracy można je zaprząc od ręki. Jest dość grube na grzbiecie (jakieś 3 mm) i mimo że wysokie – nie strach je przycisnąć (w odróżnieniu do filigranowego higonokami). Oczywiście chwyt nie jest jakimś cudem ergonomii – w końcu to tylko zagięty kawałek blachy. Chociaż wcięcia od strony ostrza sprawiają, że trzyma się go dość pewnie. Całość jest twarda, zwarta i sztywna, dzięki czemu douka używa się bezpiecznie. Nawet bardzo mocne naciśnięcie grzbietu kciukiem nie pokona oporu sprężyny – nóż się nie złoży. Oczywiście ostrze rdzewieje od samego patrzenia na nie:)

Werdykt

To nie jest tak, że nie lubię douk-douka. Fajna historia, rodzinna tradycja i ta prostota: douk-douk ma wszystko, co mi się w nożach podoba. Wbrew swojej zgrzebności pracuje się nim pewnie, na dłuższą metę nie jest to oczywiście specjalnie wygodne. Nawet kształt ostrza po pewnym czasie przestał mnie drażnić – choć dalej nie wiem po co tak kombinować.

Nie mam nic przeciwko douk-doukowi, często go używam. Jednak… jakoś nie czuję do niego takiej „mięty” jak do higonokami. Jest w douk-douk taka dziwna brutalność, ponurość, groźba – może bożek wyryty na rękojeści nie był całkiem od czapy? Nie mam nic przeciwko, chociaż wolę równowagę Dalekiego Wschodu.

Źródła

  • https://www.coutellerie-cognet.com/
  • https://en.wikipedia.org/wiki/Douk-Douk
  • http://www.douk-douk.com
  • http://www.swiatnozy.pl/artykuly/recenzje/douk-douk/
  • https://knives-of-france-blog.com/douk-douk-history/