Puukko

Puukko to tradycyjne noże fińskie służące do codziennego użytku. Wyróżniają się użytecznością – choć widziałem modele bogato zdobione i spełniające funkcje raczej reprezentacyjne. Ostrze (zazwyczaj) szlifuje się na styl skandynawski: prosty, płaski a potem zbiegający się do krawędzi tnącej. Rękojeść z prostą gardą ma zazwyczaj regularny, walcowaty kształt. Często spotykanym materiałem jest brzoza karelska. W parze z nożem idzie pochwa – z charakterystyczną pętelką na pasek.

Swoje puukko robiłem na bazie gotowego ostrza helle folkekniven. Rezultat?


Koncepcja

Pomysł na rękojeść był stosunkowo… karkołomny. Wymyśliłem sobie po kolei:

  • Garda,
  • Przekładka z padouk – gruba (czerwona),
  • Przekładka z czarnego dębu – grubsza (czarna),
  • Przekładka z metalu – 1mm,
  • Środkowy przekładaniec z buku i czarnego dębu,
  • Przekładka z metalu – 1mm,
  • Przekładka z czarnego dębu – trochę grubsza (czarna),
  • Przekładka z padouk – gruba (czerwona),
  • Tylny „dekielek” z metalu.

Zdecydowanie inspiracją był ten filmik:

Jednak:

  • Szukałem takich płatków brzozy – niestety to, co znalazłem było zbyt nieregularne na powierzchni, żeby łatwo się ścisnęło,
  • W zamian użyłem przekładanki forniru z buku i czarnego dębu. Ponieważ fornir jest cienki (jakieś 0,6mm)… trochę tego musiałem się naciąć:)
  • Jako przekładek z metalu użyłem coś nazywanego „alpaka” – blacha nowosrebrna gat. MZn12 o grubości 1mm. Wydaje się to dobrym kompromisem – jest wyraźnie widoczna w rysunku rękojeści a jednocześnie łatwa do obróbki

Ostrze

Do puukko wybrałem ostrze firmy helle o nazwie „folkekniven”. Ten model to typowy hidden-tang (czyli schowane w rękojeści). 3mm grubości, 88mm długości krawędzi tnącej i stal Sandvik 12C27 – jednym słowem niewielki, ale porządny kawałek noża.

Rękojeść

Wszystkie przekładki metalowe wypiłowałem z alpaki. Nie ma tu wielkiej filozofii. Najpierw nawiercałem otwory, później poszerzałem je pilnikami. Ale zanim przystąpicie do pracy upewnijcie się, że zakupicie ich odpowiednie rodzaje (grubości i kształty). I tu uwagi:

  • Nie żałujcie pieniędzy na pilniczki… Te droższe posłużą Wam dłużej. O wiele. Te po kilka złotych po prostu ślizgają się po materiale,
  • Nie zawsze opłaca się kupować zestawy. Niektóre rodzaje (jak np. trójkątny) używam sporadycznie,
  • Od płaskich wolę takie z jednej strony płaskie – z drugiej półokrągłe – rzadziej się łamią:)
  • No właśnie – nie ciśnijcie ich – to bez sensu – po prostu spokojnie zdzierajcie materiał;

Łatwo jednak nie było:

  • Dopasowanie gardy było lekkim koszmarem – dopóki nie opiłowałem samego ostrza tak, żeby część nad trzpieniem i pod były w jednej linii,
  • Odpowiednie scentrowanie podkładek – uff… to była zabawa… Musiałem się upewnić, że 4 przekładki będą w jednej linii,

Przekładki drewniane

Do przekładek drewnianych użyłem padouk, czarny dąb. Na środkową część rękojeści – fornir bukowy i z czarnego dębu.

Przekładki kleiłem (wikolem) w zestawy po pół centymetra. Na ich środku wypiłowałem otwór pod sztycę.

Składanie rękojeści

Powoli, przekładka po przekładce montowałem i kleiłem kolejne elementy. Do klejenia użyłem 2-składnikowej, przezroczystej poxiliny.

Do końcowych elementów przydał mi się mały pomocnik:

Szlifierka talerzowa (tak, ta z Lidla) świetnie radziła sobie z alpaką.

(Nie) zakuwanie

Generalnie trzpień powinien przejść przez ostatnią z przekładek a po drugiej stronie powinienem go zakuć. Problem polegał na tym, że trzpień przesunął mi się odrobinę w rękojeści i z tyłu wyszedłby nie na środku przekładki. Wyglądałoby to… dziwnie. Uciąłem trzpień w środku ostatniej przekładni a ostatnią (metalową) po prostu przykleiłem. Jak możecie sobie wyobrazić… przy pierwszym szlifowaniu odpadła.

No i wtedy wpadłem na szalony pomysł:

  • Niewielka śruba…
  • Rozwierciłem ostatnią metalową przekładkę i nawierciłem rękojeść,
  • Otwór w rękojeści był trochę ciaśniejszy tak, żeby śrubę można było wkręcić,
  • Przykleiłem przekładkę, wkręciłem śrubę i spiłowałem jej łeb.

Efekt:

I po wykończeniu:

Konserwacja

Po dokładnym wyszlifowaniu, zaolejowełem rękojeść. W tym celu włożyłem ją na noc do pojemnika z olejem lnianym (rafinowanym).

Podsumowanie

Mój pierwszy hidden-tang – właściwie jestem z niego zadowolony. Kosztował mnie trochę roboty – ale wydaje mi się, że było warto.