Higonokami

Patrząc na dzisiejszy rynek „nożowniczy” zauważam pewną pogoń za jak najnowszymi materiałami lub oryginalnymi wzorami.  Widzę narzędzia, które są coraz bardziej skomplikowane, składają się z wielu części – i jednocześnie wyglądają przewymyślnie. Nie wspominając o cenach, które idą w zawrotne kwoty. A przecież podstawowe zastosowania… wcale się nie zmieniły.

A jeszcze niedawno celem było raczej stworzenie narzędzia prostego, wytrzymałego, użytecznego i jak najbardziej dostępnego (czyli taniego). Popularyzacja była kluczem do sukcesu „zagłębi” nożowych takich jak Sheffield. Co ciekawe – niektóre takie 'klasyczne' konstrukcje przetrwały próbę czasu. Są nadal produkowane – i to często w praktycznie niezmienionej formie. Zamiast więc nastawiać się na najnowsze „dziwadła” – może warto pomyśleć o narzędziach, które produkowane są od 100 czy 150 lat?

W tej serii tekstów spróbuję Wam kilka z nich przybliżyć. A warto zacząć od Japonii – i noży Higo-no-kami.

Czytaj dalej

Jig do ostrzenia

Ten jig pozwala na ostrzenie (lub wyprowadzanie) krawędzi tnącej zawsze pod tym samym, nastawialnym kątem. W sprzedaży znajdziecie narzędzia działające na podobnej zasadzie – niektóre w cenie poniżej 100 zł (w ramach eksportu ze wschodu). Ale po co, skoro można sobie taki zbudować… właściwie za grosze. A już na pewno dokładnie taki, jaki potrzebujecie.

Ja i tak trochę przekombinowałem – ale za to mam narzędzie odrobinę bardziej zaawansowane (w porównaniu do dwóch desek z otworami) pozwalające na dość szeroki zakres regulacji kąta ostrzenia. Finalnie ostrzenie wygląda tak:

Budowa może zająć jedynie jeden wieczór – chociaż przyznaję, że ja się aż tak nie spieszyłem.

Czytaj dalej

Neck – lauri 42 (cz. 1)

Kolejny projekt to niewielki neck – nóż zawieszany na szyi. Na ostrze wybrałem gotowe Lauri 42 – w wersji „węglowej”. Jest naprawdę małe, ma niewiele ponad 4 centymetry. Oprawiłem w plasterki jesiona, dębu czarnego i padouk. Gardę wypiłowałem z alpaki o grubości 0.8 mm. Efekt?

Czytaj dalej

Mały palnik spirytusowy: ruszt

Na wycieczkach najczęściej używam palnika z gazem (optimus crux, składay). A do kawusi to mniejszej kuchenki, na przykład na paliwo stałe (świetny żelowy firedragon). Tym razem jednak postanowiłem spróbować czegoś innego – palnika na paliwo ciekłe. Najtańszy na rynku to kocher mil-tec, napędzany np. denaturatem lub alkoholem etylowym. Zastanawiałem się jednak, jak postawić na nim kawiarkę (esbit coffee maker) o rozmiarze małego kubka. Można kupić dodatkowy stojak, ale ten pasuje jedynie do szerszych naczyń. W sklepach znalazłem niewielki ruszt – ale kosztuje mniej więcej tyle co sam palnik. Po co płacić, skoro można go sobie zrobić samemu (za ułamek tej ceny)?

Czytaj dalej

Ostrzę (sam) – poradnik na początek

Jak tępe były domowe noże zauważyłem dopiero, gdy zacząłem je regularnie ostrzyć. To nie zmienia się z dnia na dzień. Zwłaszcza w przypadku narzędzi kuchennych. Proces ten jest na tyle powolny, że po drodze przyzwyczajamy się do „tępoty” narzędzia. Oczywiście komfort a przede wszystkim bezpieczeństwo używania noża (siekiery, dłuta) bezpośrednio zależy od jego ostrości. Im mniejszej siły musimy użyć – tym bezpieczniej.

Polecam więc: nauczcie się samemu ostrzyć swoje noże. Wtedy zobaczycie różnicę. Wbrew pozorom – nie ma tu nic magicznego. Po prostu praktyka i nieco inwestycji.

Czytaj dalej

AnySharp – kompaktowa ostrzałka

Na ostrzałkę AnySharp trafiłem w ramach doszkalania się z technik ostrzenia noży. Nigdy wcześniej nie używałem podobnego urządzenia (kompaktowego lub „błyskawicznego” jak są one określane). AnySharp jest dość głośno reklamowana jako „najlepsza na świecie”. Zastanawiałem się, jak to wygląda w rzeczywistości? Inwestycja nie jest wielka – około 60 złotych, ale czy urządzenie bardziej pomaga – czy psuje? Czy powinienem odrzucić wszystkie kamienie w kąt?

Czytaj dalej

Duży kuchenniak – odnowiony

Niektóre noże to mają ciężkie życie… Ten kuchenniak przeżył PRL i kilka zmian ustrojowych po drodze – co jednak odcisnęło na nim swoje piętno. Jakiekolwiek sygnatury zatarł czas i niezbyt łaskawe traktowanie, ale podejrzewam, że jest to bardzo stary Gerlach… I na pewno nie w oryginalnej oprawie. Wartość nominalna żadna – ale w rodzinie był od dekad. Postanowiłem przywrócić mu nieco blasku i zapewnić kilka kolejnych lat służby.

Efekt końcowy:

Czytaj dalej